Powołania

1(171)2026 Od Redakcji

    

       

Intellegere

Nie mamy w języku polskim i chyba w żadnym innym nowożytnym języku europejskim czasownika takiego jak intellegere, który w starożytnej i średniowiecznej łacinie wyrażał działanie inteligencji (intellegentia) w jej dwóch komplementarnych przejawach: zarówno intelektu (intellectus), jak i rozumu (ratio). Dzisiaj rozum ma w tych językach swój czasownik wywodzący się z tego samego rdzenia, natomiast funkcjonowanie inteligencji i intelektu wyrażają czasowniki niepodobne do nich fonetycznie. Nie ułatwia to tłumaczenia i upowszechniania pism Augustyna, Awicenny czy Tomasza z Akwinu, których nauczanie o inteligencji jest nie mniej ważne od przemyśleń Kartezjusza, Locka, Leibniza, Kanta czy Bergsona.

      Tymczasem duża siła oddziaływania podobieństw fonetycznych na nasze rozumienie znaczenia słów i opisywanych przez nie rzeczywistości jest wielka i bardzo pomocna, choćby w ograniczaniu absurdalnej feminizacji nazewnictwa tytułów, funkcji i ról społecznych („posłanka”, „ministra”, „teolożka”), bo żadna niezamężna panna raczej nie chce, by ją nazywano kawalerka, a pani kierująca autobusem szoferka, tak samo jak oficerki nie są odpowiednią nazwą dla wyższych szarżą wojskowych, saperki dla instalujących i/lub rozbrajających miny, a bokserki dla dziewcząt walczących w ringu (por. ŻK 3/2024, s. 98). Owszem, niestety wielu rodaków, w tym duchownych i osób konsekrowanych, upatruje źródłosłowu miłosierdzia nie w ubóstwie, lecz w miłości, a chrześcijanina nie w Chrystusie, lecz w chrzcie (por. ŻK 5/2016, s. 79).

      Artificial intelligence tłumaczymy na polski jako sztuczna inteligencja, chociaż opisywaną przez to pojęcie rzeczywistość można wyrazić bardziej precyzyjnie przymiotnikiem cyfrowa (digital intelligence… jednak w informatyce istnieje też digital artifact), ewentualnie komputerowa, ale już nie informatyczna, bo byłoby to masło maślane (tak jak biuletyn informacyjny). Warto się zastanowić, czy rzeczywiście musimy rutynowo tłumaczyć przymiotnik artificial jako sztuczny. Pochodzi on od rzeczownika artefakt (artefact w UK, artifact w USA), który powstał przez złożenie dwóch łacińskich słów. Można tu zacytować polską Wikipedię, bo znajduje się tam osobliwy przykład pomieszania pojęć z powodu ich fonetycznej zbieżności – przejścia od sztuki do sztuczności: „Artefakt (łac. arte factum ‘sztucznie wykonane’, ars narzędnik arte – sztuka, technika; factum od facio, facere ‘czynić’) – przedmiot, zdarzenie itp. będące sztucznym wytworem, tj. będące wynikiem działalności ludzkiej, nieistniejące w naturze” (pl.wikipedia.org/wiki/Artefakt, dostęp 02.01.2026).

      Paradoksalnie, portal Google proponuje też definicję wygenerowaną przez sztuczną inteligencję, wolną od podobnego defektu: „Artefakt (z łac. arte factum, «umiejętnie wykonane») to ogólnie każdy wytwór działalności ludzkiej, odróżniający się od dzieł natury, obejmujący przedmioty (np. narzędzia, biżuterię), zachowania (np. obyczaje, rytuały) czy nawet język. W archeologii to kluczowe źródło wiedzy, świadek kultury materialnej, w IT to produkty procesów tworzenia oprogramowania (np. pliki wykonywalne), a w medycynie/grafice to niepożądane zakłócenia na obrazach (np. USG, MRI)”.

      W miłosierdziu faktycznie chodzi o miłość i empatię, ale etymologicznie nie jest ona zawarta w pierwszej części: miser, miseri (biedny), lecz w drugiej: cor, cordis (serce) i dlatego miłosierdzie oznacza otwieranie serca na biednych, ubogich, poszkodowanych, na ofiary przestępstw (Łk 10,30-37), a nie przestępców lub sprawców niedoli ludzi potrzebujących wsparcia (por. ŻK 4/2017, s. 21-22).

      Nie ma chyba żadnego tekstu, w którym by rozważano trafność użycia w języku polskim przymiotnika sztuczny w tłumaczeniu artificial intelligence. Dopóki nie będzie się go traktować jako antonimu przymiotnika naturalny w połączeniu z przekonaniem, że wszystko, co nie jest naturalne, jest grzeszne albo nieekologiczne, nie będzie to miało większego znaczenia. Z pewnością przejście od myślistwa do hodowli zwierząt, od zbieractwa do uprawy roślin, sadownictwo, budownictwo, rzemiosło, przemysł, handel, komunikacja, pismo, elektryczność i wszelkie inne zdobycze kultury nie są złe, chociaż sztuczne, tak jak sztuczne jest gotowanie, pieczenie i solenie potraw, zażywanie lekarstw (a nie tylko ziół), używanie okularów, aparatów słuchowych (implantów ślimakowych), noszenie protez utraconych organów itd.

      Wiele tekstów podważa zasadność stosowania lub wręcz uważa za mylące stosowanie słowa inteligencja w odniesieniu do gałęzi informatyki zajmującej się tworzeniem systemów komputerowych zdolnych do naśladowania ludzkiego działania, do wykonywania zadań, które normalnie wymagają ludzkiej inteligencji. Papież Franciszek uzasadnia to tym, że: „Maszyny z pewnością mają niezmiernie większą zdolność niż człowiek do przechowywania danych i korelowania ich ze sobą, ale to człowiek i tylko człowiek musi rozszyfrować ich sens” (Orędzie na Dzień Środków Przekazu 2024). „Zaawansowane możliwości sztucznej inteligencji pozwalają jej wykonywać skomplikowane zadania, lecz nie czynią jej zdolną do myślenia” (Antiqua et nova, 12).

      Papież powołuje się na autorytet św. Augustyna, który już szesnaście wieków wcześniej stwierdził, że choć zwierzęta przewyższają nas pod wieloma względami, to górujemy nad nimi otrzymanym od Boga intelektem, który nie tylko nas od nich odróżnia, ale i dowodzi naszego stworzenia na Boże podobieństwo (Enarratio in Ps 54. 3). Przywołaną zaraz potem zachętę z Psalmu 31,9: „Nie bądźcie jak koń i muł, które nie mają rozumu” (quibus non est intellectus) (tłum. Jan Sulowski, Św. Augustyn, Objaśnienia Psalmów, Warszawa 1986, s. 369), Augustyn cytuje jeszcze w 29 innych swoich tekstach, m.in. w Kazaniu 43. 3. Powołanie się w tym miejscu Antiqua et nova (przypis 16) na to Kazanie byłoby bardziej trafne i wymowne, gdyż biskup z Hippony precyzuje w nim, że nie chodzi o wielkość czy siłę zwierząt, ale o narzędzia poznania, o „zmysły ciała: wzrok, słuch, powonienie, smak i dotyk. (…) Mamy pięć zmysłów, ale mają je również zwierzęta. My zaś mamy jeszcze coś więcej (…): umysł, rozum, myślenie (mens, ratione, consilium), których nie mają zwierzęta, nie mają ptaki, nie mają ryby. Albowiem w tym stworzeni zostaliśmy na kształt i podobieństwo Boże” (tłum. Jan Jaworski. Św. Augustyn, Kazanie 43 O wierze, w: Wybór mów. Kazania świąteczne i okolicznościowe, Warszawa 1973, s. 330).

      Po tym stwierdzeniu i zacytowaniu Ps 31,9, Augustyn dodaje: „[Ale] co innego jest spostrzeganie (intellectus), a co innego myślenie (ratio). Albowiem posiadamy rozum (rationem) wcześniej, nim spostrzegamy (intellegamus) [sed intellegere non valemus, nisi rationem habeamus]. Człowiek jest stworzeniem zdatnym do rozumowania (rationalis), a raczej szybciej i lepiej bym się wyraził, że jest zwierzęciem rozumnym (rationale), który z natury ma rozum (ratio) i nim coś zrozumie (intellegat), ma wcześniej rozum (rationem). Albowiem chce spostrzegać (intellegere), bo rozum (ratione) wyprzedza (spostrzeganie)” (tamże, s. 330-331).

      Przytoczyliśmy ten tekst, podając oryginalne słowa oraz fragment opuszczony przez tłumacza, aby zilustrować trudność oddania w języku polskim (i nie tylko) treści średniowiecznego czasownika intellegere, który nie istnieje teraz nawet w języku włoskim (tylko jako bezokolicznik intelligere czasownika ułomnego), oraz pochodzących od niego rzeczowników intellectus i intellegentia, traktowanych czasem razem z: ratio, mente, sapientia, scientia itp. jak synonimy.

      Intellegere jest słowem używanym już przez antycznych pisarzy rzymskich, poczynając od Plauta (†184 aC; ponad 70 razy), a może jeszcze wcześniej. U Katona Starszego (†149 aC), Terencjusza (†159 aC) i Kwintyliana (†96 pC), oprócz tego czasownika pojawia się też rzeczownik intellegentia, a u Katona Młodszego (†46 aC) intellectus. Cyceron (†43 aC) pisze często o inteligencji aż w piętnastu dziełach, a w De inventione podaje takie interesujące rozróżnienie: „Roztropność (prudentia) to wiedza o tym, co dobre, złe i neutralne. W jej skład wchodzą: pamięć (memoria), inteligencja i przewidywanie (providentia). Pamięć to zdolność umysłu do przypominania sobie tego, co było; inteligencja to zdolność postrzegania tego, co jest; przewidywanie to zdolność postrzegania czegoś jako przyszłego, zanim jeszcze to nastąpi. Sprawiedliwość to nawyk umysłu zachowywany dla dobra wspólnego, przypisując każdemu należną mu godność” (t. 2, nr 160). Inni klasycy literatury rzymskiej: Varro Reatinus (†27 aC), Horacy (†8 pC), Liwiusz (†17 pC), Owidiusz (†18 pC), Seneka Młodszy (†65 pC) i Tacyt (†120 pC) używają czasownika intellegere, ale nie wywodzących się od niego rzeczowników, natomiast Wergiliusz (†19 pC), jak się wydaje, wcale nie używa tych słów.

      W obszernej literaturze Augustyna z Hippony, oprócz wszechobecnego intellegere, słowo intellegentia pojawia się tylko w czterech, a intellectus w pięciu dziełach, ale w samych tylko Confessiones rzeczownik intellegentia użyty jest dziesięć razy, intellectus trzynaście razy, imiesłowy pełniące funkcję przymiotników: intellectualis sześć razy i intellegens dwa razy, a ponad sto razy czasownik intellegere. Tymczasem w Wyznaniach przetłumaczonych przez Piotra Pękalskiego (Kraków 1847) nie pojawia się ani intelekt, ani inteligencja; podobnie w tłumaczeniu Michała Szyszko (Wilno 1912). W przekładzie Zygmunta Kubiaka (Warszawa 1982) też nie ma intelektu, za to trzy razy pojawia się przymiotnik intelektualny; rzeczownik inteligencja pojawia się siedem razy, ale tylko dwa razy trafnie (jako przekład intellegentia), raz zamiast intelektu, trzy razy zamiast talentu (ingenium).

      Augustyn zmagał się problemem nieprecyzyjnego stosowania interesujących nas słów, zarzucając niektórym autorom, że stosują zamiennie ratio i intellectus, albo intellectus i intelligentia, chociaż zdarzało się to również jemu samemu (Enarratio in Ps 31.II. 9; in Ps 77. 3). Jego krytyka nie ominęła nawet słownictwa Biblii, tłumaczonej w tym czasie na łacinę przez św. Hieronima (382-416), przy czym nie zawsze miał rację. Ta sama w katalogach duchów (mądrości, rozumu, wiedzy) grecka sunesis (Augustyn preferował Septuagintę), to u Hieronima raz intellegentia (Wj 35,31), a raz intellectus (Iz 11,2), ponieważ w hebrajskim oryginale za pierwszym razem chodzi o tebunah, a za drugim o binah (w Biblii Tynieckiej tu i tam rozum). Gdyby Augustynowi przyszło żyć w czasach nowożytnych, cierpiałby z tego powodu jeszcze bardziej. Ani inteligencja, ani intelekt nie pojawiają się w tłumaczeniu Jakuba Wujka (1584-1595), chociaż intellectus występuje we Wulgacie 43 razy, intellegentia 32 razy, a intellegere aż 225 razy.

      Przyczyna jest banalna. Jeszcze dwa wieki później, pierwszy Słownik Języka Polskiego Samuela Lindego (Warszawa 1808) nie zawiera haseł intelekt ani inteligencja; podobnie jego drugie wydanie (Lwów 1855). Nie ma ich też w Słowniku języka polskiego podług Lindego i innych nowszych źródeł, Erazma Rykaczewskiego (Chicago 1866), ani nawet w Słowniku etymologicznym języka polskiego Aleksandra Brücknera (Kraków 1927).

      Dopiero w Słowniku języka polskiego pod redakcją Jana Karłowicza, Adama Kryńskiego i Władysława Niedźwiedzkiego znajdują się hasła: • „Intelekt – Umysł, Rozsądek, łac. intellectus”; • „Inteligiencja – 1. zdolność do poznawania i pojmowania, pojętność, rozgarnienie, bystrość rozumu albo rozsądku, sprawność umysłu. 2. istota posiadająca te zdolność, osoba rozumna, bystrego rozumu. 3. rozbudzenie i rozwój życia umysłowego. 4. zasób wiedzy, wykształcenie, które czynią zdolnym do samodzielnego sądu o rzeczach. 5. klasa ludzi wykształconych, światłych. łac. intelligentia”; • „Intelektualizować – rozumować, dowodzić, rozważać w sposób właściwy intelektualistom. niem. Intellectualisiren”, które jednak nie jest odpowiednikiem łacińskiego intellegere (t. 2, Warszawa 1902, s. 101).

      Ze wszystkich późniejszych definicji inteligencji, najbardziej zwięzła i w miarę kompletna wydaje się ta z internetowego Słownika Języka Polskiego PWN: „Zdolność rozumienia, uczenia się oraz wykorzystywania posiadanej wiedzy i umiejętności w sytuacjach nowych”, wykorzystywana w statutach wielu szkół jako jedno z kryteriów uzyskania przez ucznia oceny „bardzo dobry”, a nie „celujący”. Warto jednak odnotować inny mało znany szczegół: w Słowniku frekwencyjnym polszczyzny współczesnej Idy Kurcz, Andrzeja Lewickiego, Jadwigi Sambor, Krzysztofa Szafrana i Jerzego Woronczaka (Kraków 1990), inteligencja zajmuje na liście rangowej według wskaźnika częstotliwości absolutnej dopiero 2907 pozycję, a według częstotliwości użycia 2444, intelekt zaś odpowiednio 9050 i 9351. Gdyby taki słownik istniał w pod koniec XX wieku w ojczyźnie pojęcia „artificial intelligence”, z pewnością słowo intelligence zajmowałoby w nim wielokrotnie wyższą pozycję, ale nie z powodu wymyślonej w 1956 AI, tylko założonej w 1947 CIA.

      Z około stu polskich rzeczowników zakończonych na -encja, zdecydowana większość ma łacińskie pochodzenie, a niektóre z nich mają brzmiące podobnie czasowniki źródłowe: egzystować – egzystencja, ingerować – ingerencja, interweniować – interwencja, konkurować – konkurencja, preferować – preferencja, rezydować – rezydencja itd. To zdecydowanie ułatwia ich właściwą interpretację. Zdarzają się też takie, których czasowniki źródłowe zostały spolonizowane: intencja – zamierzać, inwencja – wynaleźć, permanencja – przebywać, proweniencja – pochodzić, regencja – królować, retencja – wstrzymywać, subwencja – wspierać. Jeszcze inne utraciły w średniowieczu swoje oryginalne łacińskie czasowniki i nie utworzyły ich brzmiących podobnie odpowiedników w nowożytnych językach europejskich. Należą do nich: licencja i inteligencja. Licere tłumaczymy dzisiaj czasownikami: pozwalać, koncesjonować, homologować, lub opisowo: wydawać licencję; intellegere czasownikami: poznać, spostrzegać, pojmować, rozumieć, wiedzieć, spodziewać się, spostrzec się, przekonać się, przyglądać się, zauważyć, uświadomić sobie, zgłębiać, pouczać, przenikać, dostrzegać, pomyśleć, rozpoznać, usłyszeć, zważać… (por. Biblia Tyniecka).

      Intellegere powstało ze złożenia przyimka inter (między, pośród) lub przysłówka intus (wewnątrz, w sercu) oraz czasownika legere, który w Słowniku kościelnym łacińsko-polskim Alojzego Jougana ma takie tłumaczenie: • „1. zbierać, skupiać; 2. czytać dla siebie (cicho)” (Michalineum 1948, s. 347). Dlatego intellegere znaczy w tymże słowniku tyle, co: • „1. zauważyć, 2. poznawać, rozumieć, 3. wytwarzać sobie pojęcie lub wyobrażenie, wniknąć, 4. wziąć do serca, zauważyć” (s. 313-314), rzeczownik intellectus: • „1. zrozumienie, poznanie, 2. znaczenie, wiedza, rozum”, a intellegentia: • „1. poznanie, zrozumienie, 2. rozum” (s. 313).

      Powiązanie przez Jougana legere z „cichym czytaniem dla siebie” może wynikać z tego, że przed upowszechnieniem druku, nie tylko w czasach Augustyna z Hippony czy Benedykta z Nursji, ale nawet jeszcze w XVIII wieku, za rozumienie czytanego pisma odpowiedzialny był bardziej zmysł słuchu niż wzroku, a samo czytanie było czynnością wręcz hałaśliwą (por. ŻK 3/2021, s. 45). Augustyn, kompletnie zaskoczony niezwykłą umiejętnością Ambrożego, pisał o nim w Wyznaniach (VI. 3): „Sed cum legebat, oculi ducebantur per paginas et cor intellectum rimabatur, vox autem et lingua quiescebant” („Gdy czytał, oczy przebiegały stronice, a umysł rozważał treść tekstu, język zaś był bezczynny i żaden dźwięk nie dobywał się z ust”; tłum. Zygmunt Kubiak, Warszawa 1987, s. 141), a półtora wieku później, Benedykt przewidział w 48 rozdziale Reguły taką sytuację: „Post Sextam autem surgentes a mensa pausent in lecta sua cum omni silentio, aut forte qui voluerit legere sibi sic legat, ut alium non inquietet” („Po Sekście i po zjedzeniu posiłku położą się do łóżek, by odpocząć w całkowitym milczeniu. Gdyby ktoś chciał sobie coś poczytać, niech tak czyta, by innym nie przeszkadzać”; tłum. Tomasz Dąbek, Kraków 2006, s. 468).

      Będące warunkiem mądrości, poprawne rozumienie angażuje często nie jeden, ale więcej ludzkich zmysłów. Dostrzegł to papież Franciszek w Orędziu na Dzień Środków Przekazu 2024, gdzie skojarzył mądrość (sapientia) ze smakiem (sapor), ponieważ jedno i drugie pochodzi od czasownika sapere – być rozumnym, mądrze myśleć i oceniać, mieć rozum, ale przede wszystkim smakować, czuć smak (Jougan, s. 537). A gdy do tego dołożymy jeszcze właściwą intelektowi intuicję, przez wielu uważaną za szósty zmysł, którego nie odtworzy żaden program komputerowy, łatwiej zrozumiemy, że intellegere polega – jak w hermeneutyce św. Augustyna – na swoistym „czytaniu między wierszami”, na szczególnym „wczuwaniu się w intencje autora przekazu”, na „braniu sobie do serca” i „uświadamianiu sobie” znaczenia, na dostrzeganiu tego, czego nie widać „na pierwszy rzut oka”. Coraz mniej ludzi to potrafi. To sztuka, która wymiera. W epoce kultury cyfrowej coraz więcej wiemy, ale coraz mniej rozumiemy i jeszcze mniej umiemy. Prawie wszyscy korzystamy z cyfrowego przetwarzania danych, a ponad połowa Polaków używa sztucznej inteligencji; może nie zawsze odpowiedzialnie, ale przecież dobrowolnie i świadomie. Czy więc sztuczna inteligencja nie zaczyna być istotną częścią ludzkiej natury? Przecież częścią ludzkiej natury jest kultura, a cyfrowe przetwarzanie danych jest największą zdobyczą kultury ostatniego półwiecza. Uleganie dominacji sztucznej inteligencji to w ostatniej dekadzie codzienność, prawie normalność, niemal właściwość ludzkiej natury, przynajmniej tych, którzy od kołyski nie wypuszczają smartfona z ręki.

 

 

©2026 Misjonarze Klaretyni Prowincja Polska. Wszelkie prawa zastrzeżone
Zadaj pytanie on-line